Kończy się marzec, a to oznacza, że zbliża się dzień 30 kwietnia. Jako jeden z tysięcy radnych gminnych, miejskich, powiatowych muszę złożyć oświadczenie majątkowe. Do tegoż dokumentu powinno być dołączone roczne zeznanie podatkowe (po prostu PIT). A jak się już PIT wypełnia, to pamięta sie 1%. Proste jak pisownia jedynki po drugiej stronie Atlantyku.
Jakiś czas temu wkleiłem do blooga list pani Basi, mojej koleżanki z liceum, matki dwójki niepełnosprawnych dzieci. Dziś objawił się jeden z moich ulubionych świętych i przypomniał, że kończy się marzec, zbliża się 30 kwietnia i może warto ten list wkleić ponownie, o owym 1% przyjaciołom blogowiczom przypominając. I miał rację.
A zatem wklejam. Oczywiście wraz z paroma zdaniami z mojego wstępu z tamtego wpisu. Mogą one przecież komuś pomóc podjąć decyzję...
Co tu wiele gadać o wartościach. O nich jeszcze pogadamy, nawet jeśli jeszcze nie gadaliśmy. Ważne, by z tego gadania był jakiś konkret. Nie można w kółko ględzić o współczuciu, o obrych relacjach z człowiekiem bez zwyczajnego wyjścia w stronę tegoż człowieka.
Do końca kwietnia każdy ma okazję, aby tak właśnie wyjść. Do CZŁOWIEKA. Aby coś zrobić. Aby od czegoś KONKRETNEGO zacząć. Chociaż raz w roku.
Trzeba pomagać. Jeżeli przeczytasz ten list, a swój 1% masz już na coś przeznaczony albo nie możesz przeznaczyć, bo nie zarabiasz, to skopiuj ten list i podaj dalej. Jeżeli swój 1% zechcesz przekazać na leczenie i rehabilitację Moniki i Mateusza, to zrób to i też podaj dalej. To nie boli.
A oto ten list
Zwracam się do Was w imieniu moich niepełnosprawnych dzieci i siebie –
Mateusza (lat 10) i Moniki (lat 8) o pomoc w ich leczeniu i rehabilitacji.
Dzieci cierpią od urodzenia na dysplazję przynasadowo-kręgosłupową objawiającą się brakiem wzrostu nóg, rąk, bólami stawów, deformacją kręgosłupa, odwapnieniem kości, częstymi chorobami układu oddechowego i wieloma innymi dolegliwościami.
Ostatnio znalazł się Sponsor, który chce sfinansować leczenie dzieci hormonem wzrostu. Koszt podawania tylko tego leku wynosi dla dwójki dzieci 1,6 miliona złotych. Aby nie zniweczyć podawania tak drogiego leku potrzebna jest wzmożona rehabilitacja, a ta niestety jest bardzo droga – od 3 do 5 tysięcy złotych za 14 dni na turnusie rehabilitacyjnym. Mimo iż ostatni wyrok sądu jest dla naszych dzieci pomyślny i zostały w nim przyznane pieniądze, to jednak jest on wciąż nieprawomocny, a wobec zapowiedzi odwołania przez szpital wciąż nie wiadomo jak długo jeszcze pozostawać będziemy bez środków na rehabilitację dzieci. A jest ona konieczna JUŻ!
Dzieci są pod stałą opieką między innymi Dziecięcego Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie-Prokocimiu i Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Jednakże koszty ich leczenia (leki, sanatoria, rehabilitacja, sprzęt ortopedyczny, dojazdy do lekarzy itp.) są tak wysokie (obecnie pracuje tylko mój mąż, a ja zajmuję się opieką nad dziećmi i ich rehabilitacją), że pomimo naszych największych starań nie jesteśmy wraz z mężem w stanie ich pokryć. Dlatego też zdecydowaliśmy się założyć dla dzieci konto w FUNDACJI DZIECIOM „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ” i prosimy Państwa, Wasze Rodziny, Znajomych o pomoc w ich leczeniu i rehabilitacji poprzez udział w zbiórce funduszy na specjalnie w tym celu stworzonym koncie bankowym.
Obecnie wypełniając zeznanie roczne PIT można wskazać Organizację Pożytku Publicznego, na którą chcemy przekazać 1% swego należnego podatku – niezależnie od tego, czy mamy nadpłatę czy też niedopłatę podatku. Dlatego też proszę w imieniu Mateusza i Moniki o wsparcie Ich rehabilitacji poprzez wskazanie FUNDACJI „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ” jako tej, której zechcecie Państwo przekazać 1% swego podatku.
Aby to uczynić, wystarczy w zeznaniu PIT wypełnić następujące rubryki:
Nazwa Organizacji Pożytku Publicznego – Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”;
ul. Łomiańska 5; 01-685 Warszawa
Rubryka nr KRS – 0000037904
W rubryce 1% wpisuje się kwotę jednak nie większą niż 1% należnego podatku.
Następnie w zależności od składanego zeznania określa się cel na który chce się przeznaczyć swój 1% i w rubryce „Inne informacje, w tym ułatwiające kontakt z podatnikiem” znajdującej się bezpośrednio nad wnioskiem o przekazanie 1% podatku należnego, odpowiednio w:
Poz. 135 – PIT -28,
Poz. 311 – PIT -36,
Poz. 107 – PIT -36L,
Poz. 123 – PIT – 37,
Poz. 59 – PIT -38 – należy wpisać „Wojnarowska Monika i Mateusz – rehabilitacja”.
Dla nas rodziców i naszych dzieci każda wpłacona przez Państwo 1zł jest bardzo cenna, gdyż zbliża nasze dzieci do zdrowia, które przecież dla każdego człowieka jest najwyższym dobrem.
Państwa ofiarność pomoże moim dzieciom, skazanym do końca życia na cierpienie i pomoc drugiej osoby w godny sposób przejść przez życie usłane operacjami, rehabilitacją i bólem.
Za wszelką pomoc z góry bardzo dziękuję w imieniu swoim i męża. Dziękują też moje dzieci.
Z wyrazami wdzięczności
Barbara Wojnarowska
Zdjęcia Moniki i Mateusza
A skoro już mowa o odpowiedzialności za siebie za innych, o obowiązkach radnych i innych osób z samorządami lokalnymi związanych, to pozwalam sobie na wklejenie tu takiego małego linka, który o czymś ważnym może wszystkim przypomnieć. Niedługo chcę o tym napisać nieco więcej. Ciekawe, czy mi się to uda?

W poniedziałek mamy z chłopakami premierę. Chłopaki są średnio zmotywowani, bo specjaliści od psychologii (nie mylić z psychopatami albo psy chowającymi) twierdzą, że wcale się najlepiej nie pracuje z osobami, u których stan motywacji kształtuje się w wyższych stanach strefy wysokiej.
Chłopaki mówią do siebie tekstami z naszego przedstawienia. To znaczy, że nim żyją. Jestem pewien, że w poniedziałek (mamy z chłopakami premierę), nie zagrają tak jak nasi piłkarze z drużyną z USA. I że nie zagrają gorzej. Bo na przykład mają ochotę mnie zaskoczyć. Pozdrawiam pana Brożka, choć to nie moja broszka.
W sobotę po próbie chłopaki zjedzą szarlotkę. Pomóc to im pewnie nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi. Tym bardziej, że wciąż jest problem ze scenografią. I pewnie będzie. A niech będzie. Nasze przedstawienie jest uniwersalne, ponadczasowe, ponadwymiarowe i bardzo wychowawcze. W poniedziałek mamy z chłopakami premierę.
A tak już oficjalnie to myślę sobie, że kiedy tyle myślę i nic nie wymyślę, to potem sobie myślę, po co tyle myślałem. Aby niczego nie wymyślić? Przecież gdybym nic nie myślał, to tyle samo bym wymyślił. A co sobie Państwo myśleliście? Wiem. Że w poniedziałek mamy z chłopakami premierę.
Ze mną tak czasem jest. Piszę i piszę, ale nie piszę tego, co piszę. Dlaczego? To chyba już nie moja broszka.
Pozdrawiam wszystkich odrealnionych. Także wczorajszego pana Brożka. Oraz jutrzejszego pana B. Rożka.
Wkrótce notki prócz beznadziejnej formy zachwycające treścią przecudną - o patriotyzmie, społeczeństwie obywatelskim, metafizyce i transcendencji splecione z wątkami kulinarnymi, muzycznymi i zdjęciowymi. Słowem: totalna interaktywność.
A tego pana powyżej słucham sobie dla rozluźnienia, gdy ciężki dzien chyli się ku końcowi, a pracy jeszcze mnóstwo. W poniedziałek mamy z chłopakami premierę.
O, jakże nie chce mi się dzisiaj pisać. Zmęczony jestem jak koń po westernie, a może jeszcze bardziej. I nic nie sprawi, że napiszę dzisiaj coś sensownego. Że skomentuję czternaście komentarzy do poprzedniego wpisu, który był poświęcony li i jedynie komentarzom. Że napiszę coś, co wywoła dyskusje na temat tego, jak można być zmęczonym i jeszcze bohatersko walczyć ze słabościami własnego organizmu, aby nowy wpis - po dziewięciu dniach przerwy - pojawił się na bloogu. Że nie napisze się przy tym, bo wrodzona skromność nie pozwala, o czymś takim jak heroizm prowadzącego bloog. Tak, heroizm, proszę państwa. Heroizm. Przez dziewięć dni niczego nie napisał i dopiero kiedy nastał wieczór dnia dziewiątego, wyklepał mnóstwo pięknych zdań. A, zaiste był wtedy zmęczony jak... no właśnie jak... Był tak zmęczony, że zapomniał wszystkich swoich efektownych porównań.
Tak zmęczony, że nie napisał nawet, że w "Ich lubię czytać" wita panią Grażkę i bajkowośc jej bloga. Że nie wkleił nawet filmiku ze swoją ulubioną piosenką panów z zespołu The Beatles w wykonaniu pana Jimmy'ego Osmonda po pierwszym akapicie swojego wpisu, co nijak się miało do jego kompozycji. Że nie dopisał swojego nieśmiertelnego JEST RADOŚĆ! Szkoda gadać, co może wyniknąć z pisania blooga, gdy jest się zmęczonym.
A te zdania piękne... I mimo że bez ładu i składu, to piękne. Zachwycające urodą, bogactwem treści ujętej w doprawdy niewielkiej, naprawdę niewielkiej ilości słów. Bo piękne zdania nie potrzebują wielości słów. Bo pięknym zdaniom prócz orzeczenia i podmiotu domyślnego niewiele potrzeba. Zwłaszcza treści.
Panie Boże, taki bełkot... Widzisz i nie grzmisz? I nie zawiesisz mu komputera?
Panie Boże, jak mogłeś pozwolić, aby ktoś coś takowego jak ten wpis popełnił.
Pan Bóg na to: A mogłem. Żebyście wiedzieli, że bloog musi mieć klimat i że miłość bliźniego nie jest czymś łatwym i przyjemnym i że może wiązać się z przezwyciężaniem traumatycznych przeżyć wynikających z czytania bredni.
Pana Boga słów komentować nie wypada. A na reszcie nie warto zostawić nawet suchej nitki. Mokrej też nie.
I jak to piszą młodzi ludzie na swoich fotoblogach - KOMENTOWAĆ!!!
Tylko po co?
Nazbierało się tym razem ciekawych komentarzy. Jest radość, bo nic tak nie cieszy spodziewającego się ciekawych komentarzy jak ciekawe komentarze. A - jakby nie było - ciekawe komentarze zasługują na to, aby je ciekawie skomentować.
Po tym wstępie w stylu pana Tomasza Lisa zapowiadającego z właściwą sobie emfazą kolejny swój program przystępuję do meritum. Niewtajemniczonych informuję, że przechodzę do sedna.
Zacznę od pani Kasi, która przypomniała mi pana Keatinga. Lekcje, które prowadził belfer z filmu Stowarzyszenie umarłych poetów (znakomicie grany przez pana Robina Williamsa), sprawiły, że zostałem belfrem. Pamiętam, że kiedy oglądałem - w kinie - ten film w roku bodaj 1991, doznałem objawienia. Postanowiłem zostać nauczycielem.
Nie, broń Boże, nie otrzymałem powołania. Pani Kasiu z 2LO, może i nauczyciel powinien mieć powołanie. Nie zgadzam się z tym. Nauczyciel to przede wszystkim zawód jak każdy inny, a jego bycie z uczniami, poświęcenie dla nich (i inne wielkie słowa) jest niczym innym jak tylko porządnym wypełnianiem swoich obowiązków. Mało opłacałnym dla zdrowia własnego i portfela, ale wypełnianiem obowiązków. Proszę sobie przypomnieć postawę doktora Rieux z Dżumy pana Alberta Camusa i naszą lekcję o bohaterach tej lektury.
Pan wibo poleca metody, ale ich nie dyktuje. Natomiast ja czasem dyktuję to, co polecam. Czasem też dyktuję coś, czego nie polecam. Mówię wtedy uczniom: Zapiszcie. Tę książkę warto przeczytać. Czasem mówię też: Ze względów obyczajowych książek tego autora nie polecam. Zapiszcie sobie imię i nazwisko autora, abyście przypadkiem nawet po niego nie sięgnęli. Obie metody polecam. Nie dyktuję. Przynoszą efekty. Najczęściej takie, jakie oczekuję.
Pani Paulinne obiecałem osobny wpis. Ale ponieważ nie mogę obiecać, że dotrzymam obietnicy, to pozwalam sobie na parę słów, a może zdań, już teraz. Ci, którzy mieli odwagę patrzeć bez przyciemnionycn okularów w słońca wielkich słów i wartości, którzy mieli odwagę życ także dla innych, kończyli marnie. Pan Sokrates. Musiał się otruć. Pan Jezus. Ukrzyżowanie. Innych przykładów chyba podawać nie trzeba. A poza tym, należy pamiętac, że nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej. Mówię tak sobie najczęściej wtedy, kiedy chcę sobie dodać otuchy.
Nauczyciele pana Barnaby to ludzie, którzy nauczyli go samodzielności w myśleniu i poszukiwaniach. O, jakże chciałbym tego nauczyć swoich uczniów! A młodzież teraz jakoś tak mało do buntu skora. Do samodzielności, do głoszenia odmiennych od całego świata poglądów. A to przecież powinno być przyrodzoną cechą młodości. Można by przecież tu się odwołać do Ody do młodości pana Adama Mickiewicza. Albo do wspominanego już wyżej pana Alberta Camusa, który twierdził, że bunt jest wyrazem aktywnej postawy wobec życia. Ale o buncie na tym bloogu jeszcze będzie. Mam nadzieję, że będzie. A może nie będzie. W końcu niedotrzymane obietnice też mogą stanowić o tym, czy bloog ma klimat, czy nie...
I cały prawie wpis poświęcony został komentowaniu komentarzy - skomentował komentator, który już w zasadzie nie miał co komentować.
To zabrzmiało jak puenta. Ponieważ jednal należę do osób, które do zachowania równowagi wewnętrznej nie potrzebują puenty, pozwolę sobie na koniec na dwa jeszcze akapity i wklejkę z piosenką.
Obecność pani BKM w "Ich lubię czytać" to mój hołd dla królowej nauk, która pełni jednocześnie zaszczytną funkcję (nie liniową, ale...) mojej pięty achillesowej. Pani Mysia natomiast jest osobą, którą - podobnie jak piszącego te słowa - raduje wykonywany zawód. A pan Marek1435mm to osoba, która zapewni wszystkim niezbędną do dobrego samopoczucia dawkę impresjonizmu.
Wszystkim, którzy do tej pory zostawili na moim bloogu ślady swoje, którzy mają cierpliwość czytać to, co im piszę, którzy znajdują w sobie - nie wiem, jakim cudem - motywację do komentowania, także tym, którym motywacja do czytania wystarcza (to i tak sporo), WSZYSTKIM dedykuję poniższą piosenkę. Macie u mnie mistrza! A co tam! WSZYSCY jesteśmy mistrzami. Metody i Cyryl też.
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 50010
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | |||||
| 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 |
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 |
| 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 |
| 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 |
| 31 | ||||||

Tomasz Majewski
Urodzony w roku zasłużonym
dla polskiej piłki nożnej,
w roku, o którym śpiewają
The Connells (o następnym
też śpiewają),
w pierwszej stolicy Polski.
Nauczyciel języka polskiego
z Unisławia,
ceniący lapidarne opisy.
Miłośnik gór i nizin, dobrej kuchni, dobrej literatury, dobrego filmu, dobrego teatru (także amatorskiego), dobrej muzyki i wszystkiego, co dobre, a szczególnie wszystkich, co dobrzy.
Mógłbym dużo o sobie pisać.
I naprawdę dużo dobrego. Moi znajomi wszystko by potwierdzili. Ale ci sami znajomi mówią też, że najbardziej cenią mnie za wrodzoną skromność. Zatem w informacji
o mnie nie będzie za dużo o moich zaletach.
Poza tym.
Jeest raadość!
Musi być klimat!
Kontakt:
t.majewski.prv.pl@wp.pl
GG 7792030
O wartości wartości i o tym, co jest naprawdę warte tego, aby było warte. Warto o tym pisać. Nawet jeśli wydaje się to być pisaniem o niczym.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: