A tak. Bo dawno na moim bloogu nie było niczego o żarciu. Nie było niczego o żarciu? Czyli coś jednak było? Bo przecież jeżeli nie ma czegoś, co można nazwać niczym, to może w tym samym miejscu znajduje się coś, co można nazwać czymś?
Nie wiem doprawdy, w jakim celu powstał powyższy akapit. Przecież niczego tam nie ma. Nawet jeżeli coś w tamtym miejscu się znajduje. Skoro zaś niczego tam nie ma (mimo złudzeń, że coś tam jednak jest), to po cholerę o tym pisać? Lepiej wstawić ładny, klasyczny kawałek muzyczny. Kiedyś w telewizji, tej, której płacimy za popularyzowanie kultury, nauki, sztuki (w tym także muzyki klasycznej), muzykę klasyczną promowano za pomocą przepięknych animowanych impresji. Przypomniała mi o tym niedawno moja najukochańsza pani Majewska, a ja poszperałem na tej samej stronie www co zwwwykle i znalazłem takie cudeńko. Nie jesień to wprawdzie, ale przecież zima też już niedługo.
Ci,którzy nie czytali pierwszego akapitu - szczęściarze, cholera! - nie wiedzą, że zamierzałem dziś napisać coś niecoś o żarciu. Tylko o czym by tu napisać? Nie zdradzę przecież, że sekretem mojego bigosu jest jałowiec, sok wiśniowy, gałka muszkatołowa, kolendra, rozmaryn i przesmażona kiełbasa polska (nazywa też czasem bydgoską albo jeszcze inaczej). Nie wspomnę też o tym, że gałka muszkatołowa, czosnek i ser typu feta wspaniale komponują się ze szpinakiem. I nie przyznam się także do tego, że tajemnica smaku mojej szarlotki kryje się w cynamonie i migdałach (ewentualnie olejku migdałowym).
Mógłbym natomiast potraktować swój bloog jako kozetkę u terapeuty i poskarżyć się na domowników moich... Że wolą klasyczny gulasz wołowy o najprostszej z możliwych konstrukcji zamiast najklasyczniejszego bogracza. I że danie owo przyrządzać mogę raz na rok, a nawet rzadziej. A przyrządzam je według przepisu zaczerpniętego z książki CK kuchnia pana Roberta Makłowicza. Oto ten przepis.
Bogracsgulyas
500 g wołowiny, 2 łyżki smalcu, 2 cebule, 2 ząbki czosnku, łyżeczka ostrej papryki w proszku, 600 g ziemniaków, 2 marchewki, 1 pietruszka, 1 seler, liść laurowy, kminek, pieprz, sól
Lane kluseczki: 3 łyżi mąki, jajko, woda
Obraną cebulę siekamy i szklimy na smalcu, dodajemy pokrojone w kostkę mięso i rumienimy. Dodajemy zmiażdżony czosnek, paprykę, pieprz, sól, zmielony kminek oraz pół szklanki wody i dusimy pod przykryciem. Gdy mięso jest na pół miękkie, wrzucamy pokrojone w kostkę warzywa, liść laurowy i dolewamy trochę wody. Następnie dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki. Z mąki, jajka i wody przyrządzamy rzadkie ciasto i pod koniec duszenia wlewamy je do bogracza.
Aby bogracza nieco odklasycznić, można nie przyrządzać i nie dodawać rzadkiego ciasta pod koniec duszenia. Można też rumienić cebulkę i mięso na oleju, bo to bardziej zdrowo. Wiem też od moich znajomych, że do bogracza dodawać można także pomidory, różnokolorową paprykę, pokrojone kiszone ogórki i inne warzywa. W jakich proporcjach? Tego już nie wiem.
W ostatnim akapicie należałoby napisać coś, co wiązałoby się z treścią akapitu pierwszego. Nie ma tu jednak o czym pisać. W pierwszym bowiem akapicie niczego przecież nie było, nawet jeżeli ojciec prowadzący pisał coś, co nie było czymś o czymś, czego nie było, mimo iż tak po prostu w pierwszym akapicie sobie zaistniało.
Pani Markomanko,
zachwycił mnie Pani zachwyt na niczym i nienapisanie niczego w komentarzu. Doprawdy, jest radość!
Panie Michale,
cieszę się, że udał się gulasz. Mam nadzieję, że nikt w Pańskim domu nie przytyje od tego specyjału.
Panie Kapitanie,
dziękuję za wierszyk wspaniały. Nic dodać, nic ująć.
Panie Hagen,
herbatka też może być znakomita. Kolega na pewno doskonale o tym wie.
Pani Olu,
plastyka i muzyka w szkole nadal są. Nie ma obaw. A muzyka klasyczne też przecież potrafi być piękna...
Pani Kasiu,
gratuluję wpisu 1500 i zachwytu nad Vivaldim. Jest radość!
autor: Tomek
blog: jeestraadosc.bloog.pl
1500?
Vivaldi piękny. A danie wypróbuję w weekend :)
Pozdrawiam!
autor: Kasia
W pierwszym akapicie jest zabawa słowem co Pańscy czytelnicy (np ja) bardzo lubią :)
Faktycznie były kiedyś takie "teledyski" w tvp a potem pani od plastyki kazałą nam malować to co sobie wyobrażamy podczas słuchania jakiegos utworu który nam puszczała z magnetofonu. To były bardzo ciekawe zajęcia.
Ostatnio słyszałam ze już nie ma w szkole muzyki i plastyki...mam nadzieje ze to nieprawda.
pozdrawiam serdecznie
autor: ola
Oj, poleciała mi ślinka. Smaku mi Kolega narobił, a ja przeziębiony, z bolącym gardłem o herbatce tylko. Pozdrawiam
autor: Hagen
blog: nibelung.bloog.pl
Samo nieistnienie istnienia
Jest pojęciem bardzo trudnym
Niczego bowiem nie zmienia
w samym dociekaniu żmudnym.
Pozdrawiam.
autor (Login WP): wieniumorski
blog: kapitanwien.bloog.pl
Moja ukochana już majstruje w kuchni...z laptopem...wołowinkę tłucze na laptopie i smalcem smaruje monitor:)...i to dzięki twojemu przepisowi:) Dzięki Tomaszu...
autor: Michal&Karolina
blog: ukskmicic.blog.onet.pl
Witam!
Będę nieoryginalna i niekobieca wręcz chyba, bo mnie te kuchenne sekrety tak nie nakręciły, jak owo nic, co to nie warte zachodu przecież, no bo zachwycać się niczym i to jeszcze na piśmie? Toteż niczego tu nie napiszę, tylko zostawię pozdrowienia. 
autor (Login WP): zakochana_aniolka
blog: markomanka.bloog.pl
Panie Barnabo,
postaram się Pana nie drażnić nawet napomknieniami o tym cieście, któym bestyje okrutne rozdrażnić mogę. Cieszę się, że dzięki Panu będzie można nawiazać kontakt z panem Olszańskim. Tym bardziej, że pisać o kuchni węgierskiej to on naprawdę umie. A może kiedyś uda mi się wyjechać na maraton do Budpesztu?
Panie Randdalu,
ja mam tę książkę z papryką w tytule. I nawet kiedyś na podstawie przepisów w niej zawartych przyrzadzałem przysmaki rozkosz podniebienia stanowiące. I dzięki tej ksiązce co roku we wrześniu razem z panią Majewską zaprawiamy paprykę...
autor: Tomek
blog: jeestraadosc.bloog.pl
Śladem Randdala: W razie potrzeby- służę bliższym kontaktem na Tadzia Olszańskiego. Kumoterstwo przez zawód miewa czasem tez dobre strony. A on : primo- wychował się na Węgrzech i spędził tam długie lata, także "dorosłe"; secundo- lubi i umie dobrze zjeść. Suma- daje wiedzę wartą znajomości. Pozdrawiam.
autor: Echa Wydarzeń
blog: barnaba.bloog.pl
Tadeusz Olszański napisał genialną książkę o kuchni Węgierskiej. Polecam, czasami gdzieś na Allegro bywa. Dużo tam podobnych klimatów.
autor: randdal
Ciekawe. Tylko nie o szarlotce, błagam! Nie drażnić bestii. Przysypia, ale jeśli się na hasło: "szarlotka" przebuddi- może być krewa. To może ja lepiej po poplywaniu jeszcze pobiegam...Pozdrawiam
autor: Echa Wydarzeń
blog: barnaba.bloog.pl
sobota, 21 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 40708
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||

Tomasz Majewski
Urodzony w roku zasłużonym
dla polskiej piłki nożnej,
w roku, o którym śpiewają
The Connells (o następnym
też śpiewają),
w pierwszej stolicy Polski.
Nauczyciel języka polskiego
z Unisławia,
ceniący lapidarne opisy.
Miłośnik gór i nizin, dobrej kuchni, dobrej literatury, dobrego filmu, dobrego teatru (także amatorskiego), dobrej muzyki i wszystkiego, co dobre, a szczególnie wszystkich, co dobrzy.
Mógłbym dużo o sobie pisać.
I naprawdę dużo dobrego. Moi znajomi wszystko by potwierdzili. Ale ci sami znajomi mówią też, że najbardziej cenią mnie za wrodzoną skromność. Zatem w informacji
o mnie nie będzie za dużo o moich zaletach.
Poza tym.
Jeest raadość!
Musi być klimat!
Kontakt:
t.majewski.prv.pl@wp.pl
GG 7792030
O wartości wartości i o tym, co jest naprawdę warte tego, aby było warte. Warto o tym pisać. Nawet jeśli wydaje się to być pisaniem o niczym.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: