JEST RADOŚĆ I MUSI BYĆ KLIMAT!

Na luziku ze zwiastunikiem


Potrzebny był dzisiejszy trening. W zasadzie zawody. Tak bardzo potrzebny (potrzebne), że ani nie chciało mi się zapamiętywać czasu, ani nie chciało mi się go szukać w sieci www, ani chyba nawet nie zapiszę go w kajeciku z wynikami. Może jednak zapiszę. Panie Henryku, miałem pana o coś zapytać, ale zapomniałem o co.


Tak wyglądaliśmy kwadrans przed startem. Wszystkim podobał się mój dres, który wcześniej miałem na grzbiecie swoim podczas pożegnania klas trzecich gimnazjów. Panie Damianie, to pana pozdrawiałem we wpisie, który był do zupy. 





Całą trasę biegliśmy z panią Emilią (to ta pani, co tak ślicznie się uśmiecha) i z panem Michałem (to ten pan, co tak ślicznie się zamyślił). Chciałem pobiec szybciej, strzelić sobie życióweczkę, ale postanowiliśmy przebiec całą trasę we trójkę. Oszczędzałem też siły na sobotę. Na półmaratonie w moim Unisławiu muszę wypaść rewelacyjnie - syn będzie czekał na mecie, najmłodszy szwagier, teściowa. Żona może nie przyjść. Może się też zdarzyć tak, że nie wystartuję, że razem z żoną będziemy czekać na start życiowy najmłodszego z państwa z Majewskich. Panie Jerzy, już wracam do tematu, proszę, oto kolejne zdjęcie. Wyjście na start, za parę minut, na pierwszym kilometrze złapie nas ulewa paskudna, a fuj i ble, ohyda. Nie było tak źle. Pan Michał rozmawia z koleżankami pani Emilii. Tu warto dodać, że pani Emilia pracuje w przedszkolu, a jej koleżanki z przedszkola specjalnie przyjechały jej kibicować. Jest radość!





Po mojej prawej stronie (lewej ręce) idzie pan Krzysztof (w niebieskiej koszulce). Pan Krzysztof zabronił mi - od dzisiaj - zwracać się do siebie panie Krzysztofie. Wyjątek ustanowił dla blooga. Bardzo dobre rozwiązanie. Mi też się podoba. Panie Krzysztofie, możemy być z siebie dumni.


Chciałbym jeszcze dodać, że na dzisiejszym treningu (zawodach) uczyłem się biec wolniej niż chciałoby mi się biec. To ważne w kontekście kolejnych maratonów. Mój debiut mógłby być okazalszy, gdybym pobiegł wolniej pierwsze 21 kilometrów. Nie przeklinałbym wtedy tabliczek z oznaczeniami trzydziestego ósmego i trzydziestego dziewiątego kilometra. Panie Arturze, kiedy spotkamy się na kolejnym maratonie, nie usłyszy pan już takiej wiązanki jak na przedmieściach Torunia.


I cieszę się, że mieliśmy zaszczyt biec przez kilka kilometrów z panem Tomaszem Osóbką, uczestnikiem wszystkich zawodów biegowych odbywających się w naszej okolicy. Pan Tomasz Osóbka w Maratonie Metropolii miał czas zbliżony do mojego, natomiast czas teraz zupełnie inaczej dla niego płynie. Chciałbym w jego wieku tak biegać, tak radować się bieganiem, tak jak pan Osóbka dawać przykład dwudziestoparoletniej i trzydziestoparoletniej smarkaterii. I dlatego, pod zdjęciem z panem Tomaszem Osóbką, piosenka, którą chciałbym temu znakomitemu biegaczowi zadedykować. Piosenkę, którą zasugerował - podczas ulewy - pan Michał, śpiewa pan BJ Thomas. Panie Tomaszu, jestem szczęśliwy, że mogę Panu zadedykować piosenkę. Tę piosenkę.








Jeszcze dwa zdjęcia z mety. Jedno z wygłupami - bo chcieliśmy wbiec razem i wyszło tak ot co. Drugie - bo tylko fotografowie oglądali na mecie nasze plecy. Trzecie - bo pani, pani Emilio, było ładnie i wygodnie na naszych rękach.











Na luziku dodaję jeszcze - niewyjustowany - zwiastunik.
Kolejny wpis będzie w odcinkach, podrozdzialikach, całostkach i cząstkach. Będzie o pamięci, przegranym zakładzie, półmaratonie, echach z zupy, braku odcinka, o sierpniowym obozie w górach, o czymś, co można nazwać nie tylko. Chyba że nastąpi rozwiązanie w kwestii powiększenia (się). Wtedy będzie jeszcze inaczej, pani Asiu. I na bloogu, i w naszym życiu.