JEST RADOŚĆ I MUSI BYĆ KLIMAT!

Nazwa kategorii???

Nowy wpis o (edytuj)


O bieganiu. Opuchlizna, będąca efektem gry w piłkę nożną, skutkiem bycia bramkarzem etc., schodzi w dosyć zadowalającym tempie. Po ostatnim meczu byłem tylko na króciutkim treningu, dziś za to włażę na pożyczony od najmłodszego szwagra stepper i funduję sobie na nim godzinkę. Do blokowania stolicy (polecam zdjęcia pana Hagena) w przyszłą niedzielę będę zapewne gotów, choć na życiówkę zapewne liczyć nie mogę. Wynik zaś pomiędzy 2:05 a 2:10 biorę w ciemno. I mam nadzieję, że nie zaśpię na start, że nie zapomnę - w przyszłą sobotę - przestawić zegarka o godzinę do przodu.

O szkole. Ciekawą lekcję miałem okazję prowadzić. Nie tylko dlatego, że była ona obserwowana przez pana dyrektora i pana wizytatora, można nazwać ją ciekawą, ale przede wszystkim dlatego, że uczniowie mojej klasy powiedzieli coś, co każdy dorosły, któremu leży na sercu wychowanie młodego człowieka, powinien sobie zapamiętac na całe życie, a może i nawet dłużej, a nie tworzyć jakieś koszmarne zdania złożone, w których latwo o błąd składniowy. Lekcja była dość oryginalną próbą porównania Tanga pana Mrożka  z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. I w czasie tej lekcji, od młodych ludzi, dowiedziałem się, że młodzież potrzebuje tego, by od niej wymagać, potrzebuje obowiązków. Że świat, w którym wszystko wolno, taki świat z Tanga pana Mrożka, świat, który chce zmienic pan Artur, wcale sie młodym ludziom nie podoba. Sygnalizuję problem, jeszcze doń na bloogu mym powrócę.

O jedzeniu. W tym tygodniu nie jem węglowodanów i dużo piję. Wody, soków nieco więcej, kawy tyle co zwykle. W przyszłym tygodniu, tygodniu startu w Warszawie, będę przyjmował węglowodany, aby w czasie zawodów organizm mógł korzystać ze świeżych cukrów. Tak doradził mi jeden biegacz. Spróbuję, może mi to nie zaszkodzi. Poza tym, aby wystartować w czerwcu w prawdziwym maratonie, muszę zejść z wagą poniżej setki. Czym więcej, tym lepiej, ale jeżeli za dużo, to gorzej. Od jutra zaczynam myśleć o tym, jaką zapiekankę z makaronem przyrządzić na przykład w przyszły czwartek.

O muzyce. Piosenka, którą dziś wkleję, pochodzi z malenkiej krainy odrealnienia, leżącej w północno-zachodniej części zakurzonej starej mapy, która na strychu babcinym spędziła lat kilkadziesiąt. Czy mógłbym coś więcej o tej piosence napisać? Mógłbym. Tylko po co?





O czymś innym. Coś innego to jest coś takiego, co można odróżnić od czegoś, co jest takie samo jak coś, o czym aktualnie się nie myśli. Aczkolwiek, gdyby na to spojrzeć z innej strony, to wyglądałoby to w ten sposób, że inaczej by o tym mówić nie można. A jeżeli nawet można by mówić o czymś innym inaczej niż do tej pory, to - prędzej czy później - wyjdzie na jaw, że ojciec prowadzący blooga nie ma pomysłu na zakończenie dzisiejszego wpisu. I bardzo dobrze. Jeszcze by znów coś obiecał.