Raptem parę kwadransów temu odegrano po raz pierwszy na tych igrzyskach Jeszcze Polska nie zginęła, a u mnie telefony się urywają. I stacjonarny, i komórkowy. Zatem dementuję. Nie jestem tym panem Tomaszem Majewskim, który zdobył złoty medal olimpijski w pchnięciu kulą. Mimo uderzającego podobieństwa do mojej postaci sprzed lat paru.

W każdym razie jest radość i jest ochota, aby z panem Barnabą, który dzielił ze mna przekonanie o tym, że mój imiennik i familiant sprawi niespodziankę na miarę olimpijskiego złota pana Komara przed trzydziestu sześciu laty, aby zatem z panem Barnabą wypić dla jeszcze lepszego krązenia krwi w organizmie jakąś smakowitą odmianę C2H5OH...
I nie chodzi o to, że tyle dni cały nasz kraj czekał na te olimpijskie medale. I dobrze mu tak, że czekał. Bo medale zdobywali i nadal zdobywać będą te kraje, w których sport jest na zupełnie innym miejscu w katalogu wartości niż w Polsce. W Polsce, w której nie istnieje coś takiego jak sport masowy. Bardzo mało dorosłych ludzi spotyka się, aby razem pograć w siatkówkę, czy też w piłkę nożną. Tym, którzy biegają (w Polsce jeden obywatel na tysiąc), pokazuje się, aby postukali się palcem w czoło. Rowerzystów kierowcy przegoniliby na jakieś zamknięte tory kolarskie. Najlepiej to żłopać piwsko czy też wódę śpiewając przy tym fałszywie hymn razem z kilkoma tysiącami na stadionie oglądanym w telewizji. Żeby było jasne, nie piszę tu o władzach państwowych, które do sportu się nie przykładają, o tym może napiszę w innym terminie. Piszę o milionach zwykłych Polaków, którzy mieliby czas na sport w wykonaniu własnej osoby, ale...
Szkoły też mogłyby się bardziej postarać o to, aby sport był jak kościół. Powszechny. Na lekcjach języka polskiego więcej tekstów o sportowcach, a nie tylko kilka zwrotek z pana Wierzyńskiego, złotego medalisty olimpijskiego konkursu literackiego sprzed 80 lat. A przydałyby się artykuły o panu Kusocińskim, o panu Malinowskim, o panu Malaku, którego prócz pana Barnaby i mnie zapewne mało kto pamięta. A także o panu Rafale Fedaczyńskim. Na lekcjach wychowania fizycznego nie powinno być takiego nacisku na wynik. Nie chodzi przecież o to, aby każdy z uczniów był doskonałym wieloboistą, ale o to, aby jak najwięcej młodych ludzi zabierało się za sport. Aby nie było takich wuefistów jak ten, który uczył mnie w szkole podstawowej. Staram się już nie pamiętać, jak - mimo maksymalnego wysiłku - nie szło mi wchodzenie po linie, a pan, którego nazwiska nie napiszę, bo jeszcze uczy i mógł się przecież zmienić, mówił: Majewska, postarałabyś się bardziej. Do innych chłopaków mówił podobnie. Niby drobiazg, ale trzynastolatka mogło to boleć. Nie dziwię się, że potem uczniowie załatwiają sobie całoroczne zwolnienia lekarskie z ćwiczeń. O lekcjach wuefu zresztą jeszcze napiszę. A może i nie.
Wydaje mi się, że moją wizję sport masowego poparłby pan Paweł z Tarsu. W liście do pana Tymoteusza (2Tm 4,7) tak podsumował swój ciekawy żywot: W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Wystąpiłem. Nie wygrałem, nie zwyciężyłem, nie pobiłem rekord, ale wystąpiłem. I bieg ukończyłem. I oto chyba chodzi. I tu po pożaleniu się nad sobą w poprzednim akapicie nastąpi małe chwalipięctwo. Od zeszłego poniedziałku biegam. Samotnie, ale podobnie jak może jeszcze trzech mieszkańców mojej prawie czterotysięcznej miejscowości (czyli jeden na tysiąc). Chcę za półtora roku, a może i później, wystartować w maratonie. Wystartować i ukończyć. I to będzie dla mnie najistotniejsze - nie czas, nie rekord, nie miejsce, ale wystartowanie i ukończenie. Być może będzie to sukces na miarę dzisiejszego sukcesu innego pana Tomasza Majewskiego.
PS
W "Ich lubię czytać" pojawiło się połączenie do pana Wojtka, którzy urzekł mnie klimatem swoich zdjęć, swoich tekstów i połączeniem klimatu zdjęć z klimatem tekstów oraz połączenie do pana LogosaAmicusa, który tak zachwycił mnie piękną epiką i wspaniałą liryką, że poloniście zabrakło słów, aby dokładnie opisać, jak zachwycił.
hoho
nice photo ;)
autor: Tom
ROZŻALENIE
Mazurka Ci nie zagrali?...
- Niedopatrzeń przykrych splot!
- Czyż sobowtór nie potrafi
świetnie rzucać kulą?!... W płot.
P.S.
(nagrobek na zamówienie w "Księdze")
autor (Login WP): zbigniew.kurzynski
blog: kurzynski.bloog.pl
Pani bkm, nauczyciele wychowania fizycznego to najbardziej skłócona "grupa przedmiotowa" w naszym środowisku. To wśród nich jest najwięcej niesnasek i żółci. I tak jak Pani pisze, często najmniej zaangażowania. Często, nie zawsze.
Panie wibo, dziękuję za życzenia.
Pani uliszko, pani Julo, czerpmy radość życia z ruchu, w ruchu powtarzajmy, że jest radość. Mimo że bycie Polakiem (Polką) obliguje do zupełnie innych zachowań.
Pani olu, siłownie, pływalnie i inne kondycja (liczba pojedyncza - kondycjum) są przepełnione tylko dlatego, że jest ich za mało.
Pani Dominiko, Pani Inko, dziękuję za zapamiętanie mnie i za miłe słowa. Jest radość!
Pani Inko, i ja podziwiam panie katujące się w kondycjach (liczba pojedyncza - kodycjum) dla wyglądu z pierwszej strony czasopisma. Podziwiam zwłaszcza za motywację tych czynności. A taniec? Czemu nie?
Panie Barnabo, lubię słuchać kulomiota pana Tomasza Majewskiego. Skromnośc moja podpowiada: "Oby mnie lubiano tak czytać..."
Panie doniu, cieszę się z zauważenia złożoności rzucania piłki na lekcjach wychowania fizycznego.
Panie art, dziękuję za poprawienie Pana donia i za zastąpienie mnie przy tym niezbyt miłym zajęciu.
Panie Kato, wszyscy wiemy, że Kartagina dano powinna zostać zburzona.
autor (Login WP): t.majewski.prv.pl
blog: jeestraadosc.bloog.pl
doniu
lekką atletykę, lekkiej atletyki itd
Czemu nie spytaleś zanim napisałęś? Byłem wtedy na gg
autor: art
ale fajnie. Lubiłem zawsze wf, gdy pan nam rzucał piłkę i tyle, ale jezeli ktoryś uczen polubi tak jak pan lekkoatletykę a nie jakaś piłkę? A jak będzie uzdolniony w lekkoatletyce i piłki nie lubi
autor: doniu
Przyłączam się do: radości, gratulacji oraz nadziei, że ten toast spełnimy. A co- tylko wielcy tego świata mają się grzać w cieple występu mistrza kuli? A on nie tylko wielki, także bardzo sympatyczny, i umie się cieszyć - bez udawania. Pozdrawiam.
autor: Echa Wydarzeń
blog: barnaba.bloog.pl
Oj Tomku jak patrzę na tę fotkę, to mi się nasze studenckie czasy przypominają :) Takiego Tomka pamiętam, z tą burzą loków i okrągłą, roześmianą buzią. Pozdrawiam
autor: Inka
A ja jestem wdzięczna mojej nauczycielce wf - u, że prowadziła zajęcia metodą mata, czyli mata piłkę, pograjta sobie :) Może to brzmi dziwnie, ale od dziecka nie cierpię gier zespołowych, biegania i innych podskoków. Podziwiam laski katujące się na siłowniach i w fitness clubach. Wszystko po to, by dorównać komputerowym przeróbkom z najnowszego numeru Glamour :) Jedyną formą sportu, jaką uznaję, jest taniec :) No może jeszcze wchodzenie po schodach :)
autor: Inka
Dzień dobry :) Był Pan moim wychowawcą na obozie rok temu. Zupełnie przypadkowo trafiłam na ten bloog i przyznaję, że niewątpliwe ma klimat, a czytając go, pojawia się i radość. Bardzo żałuję, że nie mam takiego polonisty jak Pan. Serdecznie pozdrawiam :)
autor: Dominika
A ja myśle że nie jest tak źle. W szkole miałam eskaesy, a za udział i dobre wyniki w tych zajęciach były super wycieczki prawie za darmo. teraz znam studenckie zycie a tu studenckie aerobiki, pływalnie, sekcje piłki siatkowej czy koszykówki, siłownie, joga nawet pekaja w szwach i trzeba sie pchac by sie dostac na takie zajęcia! Młodzi pchaja się do sportu, dziewczyny chca byc szczupłe, chłopaki chcą miec kondyche i wygrywać.
Młodszym dzieciakom trzeba faktycznie pomoc. Za dużo tych gier komputerowych,ojciec w pracy nie i nie ma z kim w piłke pokopac. A potem sie juz nie chce....
autor: ola
Hmm,czytałam u Barnaby wpis pt"Złota kula" z dnia 5.08.2008r.Tam Barnaba zasugerował, powołując się na Twój bloog ,że być może będziemy podobnie świętować na Tej olimpiadzie ;)Pozdrowienia i szczere gratulacje dla familianta!!! Naprawdę bardzo miła niespodzianka :)
Odnośnie tego , co tutaj napisałeś , to masz rację.U Polaków nie ma za grosz "kultury sportowej".Ja to tak ujmuję , wystarczy popatrzeć , jak spędzamy czas wolny, lub wyjazdy na wczasy itd...
Byłam nad naszym morzem, popatrzyłam sobie na młodzież i starszych - to klęska.
Natomiast Niemcy - obojga płci , na rowerkach wycieczki , lub pieszo.Polacy wożą sie wszędzie samochodami, lub wylegują sie na plaży obficie podjadając fast foodami i pijąc wszelkiego rodzaju trunki.
Pozdrawiam, ja też staram się na miarę moich możliwości "ruszać", czy to na rowerze, pieszo ,lub pływać i zawsze po takim "zdrowym " wysiłku mam "radość życia".


autor: Jula
blog: grafomanka.bloog.pl
Półtora roku powinno wystarczyć na przygotowanie do maratonu.
Od prawie dziesięciu lat kibicuję swojemu mężowi w jego startach maratońskich. Atmosfera tego święta, szczególnie w wydaniu berlińskim, gdzie startuje kilkadziesiąt tysięcy ludzi z całego świata, i mnie poderwała do biegania. I jest tak jak piszesz. Na mojej trasie spotykam jednego pana i wuefistę, który przyprowadza tam grupę młodzieży ze sportowej klasy pobliskiego liceum. Dzisiaj jakiś dowcipny pan zatrzymał na mój widok samochód i zapytał, czy może podwieźć. Pozdrawiam serdecznie:-)
autor: uliszka
Śp. Władysław Komar sprawił radość w 1972 na Olimpiadzie w Monachium swym pchnięciem kulą (21,18 m). Teraz sprawił tę radość nomen omen Pan Tomasz Majewski.
Jeeest radość!!
autor: Lunetarius
blog: www.lunetarius.aq.pl
Pozdrowienia i sukcesu na maratońskiej trasie życzę.Niech żyją Majewscy !!!Tak trzymać-to hasło dla innych!!!

autor: wibo
blog: wibo.bloog.pl
doleję oliwy do ognia nauczycielom wf często brak zapału i to oni są najczęściej tą grupą, która ma 18 godzin zajęć i nie kala rączek niczym więcej. To takie moje osobiste rozgoryczenie, które dotknęło moje dziecko, dla którego sport mógł być wielkim terapeutycznym zaistnieniem w szkole
autor (Login WP): bkm
blog: bkm.bloog.pl
sobota, 21 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 40701
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||

Tomasz Majewski
Urodzony w roku zasłużonym
dla polskiej piłki nożnej,
w roku, o którym śpiewają
The Connells (o następnym
też śpiewają),
w pierwszej stolicy Polski.
Nauczyciel języka polskiego
z Unisławia,
ceniący lapidarne opisy.
Miłośnik gór i nizin, dobrej kuchni, dobrej literatury, dobrego filmu, dobrego teatru (także amatorskiego), dobrej muzyki i wszystkiego, co dobre, a szczególnie wszystkich, co dobrzy.
Mógłbym dużo o sobie pisać.
I naprawdę dużo dobrego. Moi znajomi wszystko by potwierdzili. Ale ci sami znajomi mówią też, że najbardziej cenią mnie za wrodzoną skromność. Zatem w informacji
o mnie nie będzie za dużo o moich zaletach.
Poza tym.
Jeest raadość!
Musi być klimat!
Kontakt:
t.majewski.prv.pl@wp.pl
GG 7792030
O wartości wartości i o tym, co jest naprawdę warte tego, aby było warte. Warto o tym pisać. Nawet jeśli wydaje się to być pisaniem o niczym.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: