JEST RADOŚĆ I MUSI BYĆ KLIMAT!

Zobaczyć człowieka

ŚWIĄTECZNY SMUTAS

 

A niech tam. Dziś nie potrafię napisać nic radosnego, nic śmiesznego, a być może i nic mądrego także nie potrafię. Napisać. Z nikim się nie pokłóciłem, bolą mnie plecy i lewa noga, nie mogę wyjść pobiegać, a chciałbym i nie chodzi wcale o kalorie. Do spalenia.

 

Sąsiadce umarł brat, z którym bardzo była związana. Po dwóch miesiącach poszedł za swoim bliźniakiem. Sąsiadkę bardzo lubimy, pomagamy sobie, jak tylko możemy, nie patrząc na żadne pierdoły typu odwzajemnianie, odwdzięczanie i takie tam, bo i po co. To już któraś nasza wspólna wigilia, nasze wspólne bycie człowiekami.

 

mikołaj pocięty.jpg

 

W wieczór wigilijny przydałem się także paru bydgoskim rodzinom jako Gwiazdor. Tak, w naszych stronach chodzi Gwiazdor i jest on raczej krasnoludem niż biskupem. Wiele było śmiechu, wiele radości, wiele zdjęć i w ogóle. W ogóle, ponieważ brody nie miałem klejonej, a wyrośniętą. I to własną.  Ale był też smutek, bo poprosił mnie o przysługę pan Michał, któremu była żona nie pozwoliła zobaczyć kilkuletniego synka. Zaniosłem maluchowi prezent z przesłaniem od taty, a oczu pana Michała nie zapomnę. Takich męskich oczu niepodobna zapomnieć, oczu tak pełnych smutku przydeptującego klatkę piersiową, oczu tak pełnych innych uczuć, których nazwać nie umie nawet polonista.

 

I jeszcze wczorajsze wieści o jednym z najwspanialszych chórów świata, który nie doleciał tam, dokąd nigdy nie powinien wylatywać, a jeżeli już powinien to na występ dla wszystkich człowieków, a nie tylko wyselekcjonowanych za pomocą narodowości lub bycia jedną czy drugą stroną konfliktu.

 

 

A smutno mi się jeszcze czasem robi w te święta z powodu berlińskiego. Że śmierć ludzi na świątecznym bazarze, w tym śmierć rodaka, wykorzystuje się do straszenia nas ludźmi, którzy przed wojną uciekają. Że z sumiennością recydywistów czynią to osoby obnoszące się ze swoją pobożnością. I że po stronie ludzi zgnębionych i zgnojonych wojną, obok pani Małgorzaty Chmielewskiej, w niewielkich ilościach stają ludzie uznający się za religijnych, pobożnych, wierzących. Za to nie brakuje tam ateistów, niewierzących, ludzi ze środowisk LGBT. Okazuje się - i to jest dla mnie najbardziej pocieszające - że prawdziwe człowieczeństwo, widzenie człowieka w człowieku, brak lęku przed człowiekiem - nie jest warunkowane religijnością, narodowością i takimi tam jeszcze trzeciorzędnymi sprawami.

 

 

I to właśnie niweluje te smutki. Oswaja je, pokazuje, że są konieczne.