JEST RADOŚĆ I MUSI BYĆ KLIMAT!

Ku czci

ODP: RE: WOLONTARIUSZOWE MISTRZOSTWO, cz. 1

 

Tym razem niewiele napiszę o wolontariuszach. Więcej będzie o bliskim spotkaniu ze sportem na poziomie profesjonalnym, choć juniorskim, o spotkaniach z fantastycznymi człowiekami sportu, nie zawsze już pamiętanymi choćby z imienia albo nazwiska, ewentualnie pseudonimu. I w dodatku zacznę od wzruszającego teledysku, który nie musi tu pasować...

 


Nie do końca wiem, co jest tutaj najbardziej wzruszające. Bo o samym chórze wiem jedynie, że stanowi owoc projektu mającego przeciwdziałać wykluczeniu socjalnemu. Czy to są te wspaniałe, przejęte twarze, czy umiejętności operatorów kamer, czy może jakaś harmonia, z której nie zdaję sobie sprawy - nie wiem, po prostu nie wiem, i nie wiem, czy muszę to wiedzieć.

  

 

Chciałem rozpocząć od Australii, od imienniczki mojej córki, ale nic się chyba nie stanie, jeżeli najpierw będzie tyczka. Zdjęcie z panem Kolasą, któremu wieloletni rekord Polski dopiero niedawno odebrał młody pan Wojciechowski, za którego trzymać kciuki będziemy podczas startu jego na igrzyskach. I zdjęcie z jego trenerem, panem Czapiewskim, trenerem, jakby nie było mistrza świata seniorów z 2011 roku, który tak bardzo, wzruszająco i znacząco pomagał nam wolontariuszom dzień po mistrzostwach. A te tyczki, oprawione czasem w rurę pcv i w pokrowce, to naprawdę da się dość konkretnie dźwigać.

 

IMG_20160723_160120.jpgIMG_20160723_113919.jpg

Zanim jednak do Australii się udamy, zatrzymamy się w Belgii. Trener biegaczki z Belgii, który nie mówił ani po angielsku, ani po niemiecku, ani - o, zgrozo! - po polsku, w pierwszym dniu poprosił mnie o pomoc. Zaprowadziłem go do głównego biura zawodów, sprawa została rozwiązana, a on potem przez całe mistrzostwa okazywał mi swoje ukontentowanie. Ale nie tym mi zaimponował. Ten człowiek przypominający jednego ze wspaniałych francuskich aktorów niekomediowych wprowadził swoją zawodniczkę do finału. Tam okazała się ona najlepszą z wszystkich Europejek. Co tu do zaimponowania? Ano to, że wszystkie treningi, rozgrzewki, rozciągania, rozruchy, schładzania wykonywał razem ze swoją podopieczną. A starszy był ode mnie o lat przynajmniej pięć. Jeżeli nie dziesięć. Umiłowani Czytelnicy, przed Wami pan Michel Screve.

IMG_20160723_181455.jpgTak, już lecę do Australii. Do pechowej pani Gabrieli O'Grady, która przewróciła się w biegu półfinałowym na przedostatnim swoimi płotku, a która zawsze tak wspaniale się uśmiechała, gdy mówiłem do niej "Heloł, Bella Gabriela". Wiedziała, że jest imienniczką mojej córeczki, że mocno w nią z panem Michałem wierzymy, że mocno ją pocieszamy po nieudanym biegu i że swiat się nie skończył na tym popieprzonym płotku. Podarowała mojej pannie Gabrysi breloczek z koalą, a mi dopomogła wymienić się na koszulki z gościem podobnej postury do mnie. I proszę nie mylić Australii z Austrią, choć piękne panie po obu moich stronach. Po prawej stronie półfinalistka (100 m przez płotki) z Australii - pani Gabriela, po lewej stronie - pani Carina Pölzl, półfinalistka (200 m)  z kraju pana Mozarta. Zaiste jest radość i jest pięknie. A zdjęcie zostało popełnione tuż przed uroczystością otwarcia mistrzostw.

IMG_20160719_155039.jpg

Przed uroczystością otwarcia mistrzostw wykonano mi również jeszcze jedną piękną fotografię. Z piękną Belgijką, oszczepniczką albo skoczkinią wzwyż. Sprawdzę to później. 

IMG_20160719_163222.jpg

Niech zdjęcie to i piosenka z filmu Australia zachęci umiłowanych Czytelników do cierpliwości. Kolejny wpis o juniorskich mistrzostwach świata w lekkiej atletyce w Bydgoszczy będzie zawierał kolejne, lapidarne albo przegadane, relacje o prawdziwych spotkaniach ze sportem. Rozumianym jako spotkanie z człowiekiem, jednością ciała i ducha. W międzyczasie być może jeszcze coś napiszę. Na przykład o igrzyskach (nie mylić z olimpiadą).