JEST RADOŚĆ I MUSI BYĆ KLIMAT!

Ku czci

RE: WOLONTARIUSZOWE MISTRZOSTWO

 

 

Nadal nie wiem, czy powinienem to pisać. Może nie powinienem, nie wiem jednak, czy ma to jakieś znaczenie. I czy musi je mieć. O rocznicy powstania warszawskiego w tym roku napisano wiele, powiedziano wiele i wiele naskakano sobie do oczu. Może za mało pomilczano, może powinno się więcej pośpiewać.

 

Patrzyłem bowiem w tym roku, w tym lipcu na młodych, którzy bawili się na Woodstocku (a w styczniu pomagali zbierać pieniążki na pomoc dzieciom w ramach WOŚP), którzy modlili się i tańczyli podczas światowych dni młodzieży, i na tych, którzy albo już ruszyli albo ruszą na pielgrzymki na Jasną Górę. Patrzyłem też na te rzesze młodych ludzi, którzy służyli swoją pracą i obecnością podczas juniorskich, lekkoatletycznych mistrzostw świata w Bydgoszczy, a dla wielu z nich nie była to ani pierwsza, ani ostatnia wolontariacka akcja w tym roku. I jeszcze wielu, wielu młodych ludzi w tym roku spotkałem, po raz pierwszy od wielu, wielu lat nie z perspektywy nauczyciela.

 

I prawdziwie się z nimi, dzięki nim spotkałem.

 

Tak, spotkałem.

 

Zobaczyliśmy w sobie coś więcej niż zwykle, nasze relacje były lepsze niż niejedna terapia, tabletka, szumna i durna albo może i poważna impreza. Na czym to polegało? Nie wiem i nawet nie próbuję znaleźć tej wiedzy. Nie zależy mi na tym, tak samo jak nie zależy mi na tym, aby ubrać to w słowa. Choć podobnież poloniście zależeć powinno.

 

Dziś, gdy przez media społecznościowe otrzymuję nowe zdjęcia, to widzę te wspaniałe dziewczęta i tych wspaniałych chłopców, jak o nic nie pytając, biegają po sierpniowej stolicy, gotowi do pomocy, gotowi do obrony człowieka. Widzę, że sanitariuszki w powstaniu mają twarze Tosi, Mai, Agaty. Że Michał i Marcin albo przewalają gruz, albo ustawiają barykadę, albo z wielką niechęcią i bólem biorą pistolet do garści. Że Ewa być może biega jako łączniczka, a Konrad ma najlepszy z wszystkich żołnierzy rzut granatem. A Łukasz amputuje nogi zamiast je leczyć. A Maciej dowodzi jak należy.

wolność i swoboda.jpg

 

 

IMG_20160719_083228.jpgSiebie też tam widzę. Jak siedzę na porcelanowym (w najlepszym przypadku) fotelu, trzymam się drzwi od pomieszczenia na półpiętrze drżącej od wybuchów kamienicy i słyszę, jak młodzi śmieją się do mnie i krzyczą, żebym trzymał się kibla, bo za chwilę może coś p...lnąć mocniej.

 

I widzę płacz mojego aktualnego wtedy pokolenia, pokolenia moich rodziców i dziadków nad tym, że giną nasze dzieci, że nie spłodzą nam wnuków, że ojczyzna traci - nieważne, czy w sensownym, czy w bezsensownym boju - swój kwiat, z którego nie zostanie spłodzony kolejny kwiat, że od szpalerów dumnych ze stania obok powstańców harcerzy ważniejsi będą hajlujący pod pomnikami bezradni w starciu z samym sobą, opuszczeni przez dorosłych młodzieniaszkowie z flarami...